dekoeko
ogrodowe historie i nie tyko
wtorek, 16 czerwca 2015
Pierwsze pomidory
Pierwsze pomidory już są. Choć krzaczki nie są zbyt duże, już pięknie kwitną. Na niektórych wiszą już grona owoców. Są jeszcze zielone, ale i tak na ich widok raduje się moje wnętrze. Właściwie zewnętrze też. Po prostu cała ja. Pierwszy raz zabrałam się za tak dużą uprawę pomidorów i mam nadzieję, że się powiedzie. Narazie wszystko wygląda dość optymistycznie. No może poza tunelem w którym rosną. Właściwie to już sama konstrukcja, bo podczas ostatniej burzy wiatr zerwał folię i teraz dynda po bokach.

niedziela, 1 lutego 2015
Matka przemytniczka czyli placki z kaszą jaglaną
Nie jedna mama w dzisiejszych czasach zmaga się z menu swojego malucha. Podobno dzieci najlepiej uczą się od rodziców. Dlatego też od początku staraliśmy się dawać dobry przykład, aż tu pewnego razu STOP. Koniec jedzenia wszystkiego co ma kropki, kreski, ciapki, jest za rzadkie lub zbyt gęste, za mokre, czy suche, itp. Okazało się też, że najlepszy przykład daje starsze rodzeństwo. Gdy mniejszy zajada że miło popatrzeć, wystarczy, że starszy maluch powie "no co ty, to jest bleeee" i koniec jedzenia...
Dlatego też musiałam zająć się przemytem. Nie zawsze kończy się to sukcesem. Marchewka w babeczkach choć zmielona na miazgę (zamiast starta na grubych oczkach) została zdemaskowana. Ostatnio jednak udało mi się przemycić kaszę jaglaną z jabłkami w placuszkach podobnych do racuchów. Nie dodałam ani grama cukru i same w sobie by nie smakowały dzieciakom, ale przyozdobiłam je bitą śmietaną i syropem klonowy i (hura!!!) wszystkie zostały spałaszowane.
Teraz obmyślam kolejny tajny przepis :)
środa, 22 października 2014
Zimno
Idzie zima. Czuć ją coraz częściej w powietrzu. Mamy za sobą naprawdę piękną jesień. Czas już jednak pochować rośliny oranżeryjne. Muszę szybko wygospodarować miejsce dla naszej Kamelii. Będzie teraz potrzebowała temperatury w granicach 10-12 st.C.
wtorek, 21 października 2014
Taki problem
Mam problem. Od jakiegoś czasu przeglądam takie i owakie blogi i... tam są takie fajne rzeczy, zwłaszcza te handmade. A ja co? Porobiłabym na drutach. Zima idzie, to dobry czas na robienie na drutach. Może czapka (akurat jedną jedyną zgubiłam, a zatoki już nie te co kiedyś), może komin? Tylko kiedy? Zasłony od lata nie uszyte. Teraz to już nawet nie są potrzebne. Na podwórku bałagan, lepiej posprzątać przed zimą. Tylko kiedy? W łazience kupa prania do zrobienia, w pralce czeka już wyprane, a kilka poprzednich czeka na prasowanie ( to znaczy kilka musowych rzeczy z poprzednich prań, bo niby kiedy prasować).
Tak mnie to wszystko przygnębia, że chyba znajdę sobie jakąś dobrą lekturę i się w niej zatopię...
Tak mnie to wszystko przygnębia, że chyba znajdę sobie jakąś dobrą lekturę i się w niej zatopię...
poniedziałek, 20 października 2014
Marchewkowe zbiory
Niedawno dokonaliśmy wielkich marchewkowych zbiorów. Wyciąganie niespełna dziesięciu trzy metrowych rzędów trwało dobre kilka dni... i jeszcze trochę zostało w ziemi. Ale tak to czasem bywa. Choć mali pomocnicy uwijali się jak mogli to ciągle coś nas odrywało od pracy.
Coś tam udało nam się jednak powyciągać i od kilku dni trwa konsumpcja własnych marchewek. Do konsumowania zalicza się również zjadanie zupy ugotowanej na tychże.
wtorek, 7 października 2014
pigwobranie
W tym roku pigwowce nie obrodziły tak jak w zeszłym roku. Pewnie obraziły się za to, że je przycięłam...
Nie będzie też z nich soku jak ostatnio. Będzie naleweczka ;)
Tym razem miałam rycerza do pomocy :)
wtorek, 30 września 2014
Na maliny
Dwa, może trzy tygodnie temu zabrałam się za robienie soku z malin. Wiadomo przecież, że zimową porą nie ma nic lepszego niż herbatka z sokiem z malin (chyba, że herbatka z miodem). Piękna, złota polska jesień okazuje się jednak równie dobrym czasem na taki napar. Kiedy ostatnio sięgnęłam po kolejną buteleczkę z sokiem okazało się, że została tylko JEDNA! Doprawdy, nie wiem jak to możliwe...
Nie było zatem rady, trzeba było jechać na maliny. Kupne soki wołają swoim składem o pomstę do nieba, jeżeli mogę tak się wyrazić. Trzeba zatem zakasać rękawy i do dzieła :)
Jeszcze na krzaku
mmm...
i mamy soczek :)
Nie było zatem rady, trzeba było jechać na maliny. Kupne soki wołają swoim składem o pomstę do nieba, jeżeli mogę tak się wyrazić. Trzeba zatem zakasać rękawy i do dzieła :)
Jeszcze na krzaku
mmm...
i mamy soczek :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









